W co się ubrać na wycieczkę na zorzę
Nie chmury odsyłają ludzi z powrotem do autokaru po dziesięciu minutach. Odsyła ich to, w czym wyszli z hotelu.
Dlaczego to ważniejsze, niż brzmi
Warto wyobrazić sobie, jak wygląda ten wieczór w praktyce. Stoisz nieruchomo, na zewnątrz, w nocy, w miejscu wybranym właśnie dlatego, że jest daleko od wszystkiego, więc najczęściej na otwartej przestrzeni i na wietrze. Nie idziesz, nie wspinasz się, nie rozgrzewasz się ruchem. Czekasz, czasem czterdzieści minut, i patrzysz w górę.
W takich warunkach termometr kłamie. Minus dwa stopnie z wiatrem od morza odczuwa się inaczej niż minus dwa w mieście, a osoba ubrana jak na spacer po Reykjavíku wraca do pojazdu po kwadransie. I to jest właśnie ten moment, w którym przegapia się najlepszą część wieczoru, bo zorza rzadko pojawia się wtedy, kiedy jest wygodnie.
Warstwy, od środka na zewnątrz
Wszystkie sześć ofert zalecają to samo: ciepłe warstwy i solidne zimowe obuwie. Rozwinięcie tego zalecenia wygląda tak.
- Warstwa bazowa. Bielizna termiczna, na górę i na dół. To pozycja, którą najczęściej się pomija i która robi największą różnicę. Bawełna jest tu najgorszym wyborem, bo trzyma wilgoć przy skórze.
- Warstwa środkowa. Polar albo cienki puch. Jej zadaniem jest zatrzymać ciepło, więc powinna być luźna, a nie opinająca.
- Warstwa zewnętrzna. Kurtka odporna na wiatr i wodę, najlepiej sięgająca poniżej bioder. Na Islandii wiatr jest ważniejszy od opadów i to on wychładza.
- Buty. Zimowe, wodoodporne, z podeszwą trzymającą na lodzie i z miejscem na grubą skarpetę. Punkty obserwacyjne to często żwir, zmarznięte błoto albo śnieg.
- Głowa i dłonie. Czapka zakrywająca uszy i rękawiczki, najlepiej dwie pary: cienkie do obsługi telefonu i grube na wierzch. Palce marzną pierwsze, zwłaszcza gdy co chwilę wyjmujesz aparat.
Co organizatorzy naprawdę dają
Warto wiedzieć, na co można liczyć, a czego trzeba się spodziewać po sobie. Wycieczka ze zdjęciami wymienia w ofercie ciepłe koce oraz gorącą czekoladę, herbatę i kawę. Terenowy 4x4 daje dwa ogrzewacze do rąk na osobę i islandzkie ciasteczka. Wycieczka autobusowa, autokar i jeep podają gorącą czekoladę. Żadna z sześciu nie wypożycza odzieży: kurtka, buty, czapka i rękawiczki są zawsze twoje.
Drobiazgi, które robią różnicę
Kilka rzeczy nie pojawia się na żadnej liście, a warto je mieć. Powerbank, bo mróz potrafi rozładować telefon z pięćdziesięciu procent do zera w kilkanaście minut, a telefon bywa jedynym aparatem. Termos, jeśli wolisz mieć coś swojego. Czołówka z czerwonym światłem, jeśli chcesz obsługiwać sprzęt, nie rujnując sobie i innym przyzwyczajenia oczu do ciemności. I para zapasowych skarpet w plecaku, bo mokra stopa kończy wieczór szybciej niż cokolwiek innego.
Także w sierpniu i we wrześniu
To najczęstszy błąd na krańcach sezonu. Wyjazdy w sierpniu i wrześniu ruszają o 22:00, kiedy dzień bywał ciepły, i ludzie wychodzą w tym, w czym chodzili po mieście. Cztery godziny później, w bezruchu, z wiatrem od Atlantyku, wrzesień przestaje przypominać lato. Zasada jest prosta: ubierz się jak na grudzień, a warstwy zawsze możesz zdjąć.
Spakowane?
Wycieczka, którą polecamy, kosztuje ~65 €, trwa cztery godziny i podaje gorącą czekoladę w trakcie czekania. Odzież termiczną bierzesz z domu.